Paulina Penc w 2004 roku rozpoczyna  studia na Kierunku Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jednak rezygnuje z pracy odtwórczej na rzecz czystej kreacji artystycznej i po pięciu latach przenosi się na  Wydział Sztuki Mediów i Scenografii  tej samej Akademii.  W pracowni prof. Leona Tarasewicza,  za cykl prac malarskich zatytułowanych „Homofemia” otrzymuje wyróżnienie rektorskie.

Na obrazach występują: korzenie, splot tkacki, szkielety, ciało, wnętrzności ludzkie, atrybuty rozrodczości, wielkie twarze, cybertechnika.  Poszczególne elementy tworzą chaotyczne światy nawiązujące do piekła i raju.  Są  wynikiem subiektywnego odczuwania artystki, projektującej smutną wizję rzeczywistości jako apokaliptycznego tasiemca, który pożera ludzi po kawałku.  Przedstawiane są  na dużych formatach sięgających ponad dwa metry w celu spotęgowania  horror vacui.  Obrazy malowane temperą, utrzymane w większości w gamie monochromatycznej. Charakteryzują się oszczędnością w nakładaniu farby, linearyzmem oraz miękkim modelunkiem światłocieniowym. Walor barw jest mocny. Kompozycja na wszystkich płótnach- otwarta.

Obrazy są bliskie twórczości Hieronima Boscha.

Paulina Penc będąc jeszcze na Kierunku Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki,  pod okiem prof. Stanisława Andrzejewskiego  tworzy kompozycje przestrzenne nawiązujące do konstruktywizmu. Budowa takich kompozycji oparta jest na ażurowych formach i czystych szkieletach konstrukcyjnych. Jej prace mogą kojarzyć się z twórczością N. Gabo, czy A. Pevsnera. Artystka jednak wprowadza absolutnie własne
rozwiązania, polegające na łączeniu konstrukcji przestrzennych z elementami grafiki, które przenikają się przez szklane tafle pleksi. Wprowadza w ten sposób nową rzeczywistość, w której przestrzeń jest powielona, a wymiar zwielokrotniony( cykl twarzy na pleksi). Artystka szuka nie tylko samej faktury, ale również czwartego wymiaru. W niektórych pracach drucik metalowy zastępuje tkaninę i tworzy siatki osnów, mijających się ze sobą i przenikających się wzajemnie. Inne znów prace, to ogromne płaszczyzny zasnute cienkimi, jedwabnymi nićmi w różnych konfiguracjach, przypominające splot pajęczyny.